indyków, osobliwie we wsiach oddalonych od miasta, nie jest odpowiadającą pracy i kosztom, których wymagają. —
Co do nich, jak i do wszelkiego drobiu, radzę ci: nie trzymaj go koło domu, lecz jeżeli miejsca nie masz po temu na folwarku, bo nic szkodliwszej i brzydszego widoku nie sprawia, jak chodzący drób po dziedzińcu i ogrodzie. — W razie, gdybyś podworka osobnego niemiała, kazałabyś tylko przy kuchni chować w kojcu kurczęta i kaczki które do tuczenia zostawałyby pod okiem gospodyni.
GĘSI.
Już mi tylko o gęsiach mówić zostaje, choć i te także radzę raczej na folwarku, jak przy domu, chować. Na dziedzińcu wyjadają i psują wszystko. — Gorące ich gnoje wypiekają trawniki, — a tak są żarłoczne, ie więcej, jak wszystek inny drób razem, będą cię kosztować strawy. — Jednak aby o nich nie zamilczyć, przytoczę tu rad kilka. —
Gęś też trzydzieści dni na jajach siedzi, matka sama swe młode choduje i wiedzie je pod strzechę, jeżeli słota, jednak raz na dzień trzeba młode żywić, dając im chleba w kwaśnem mleku rozmiękłego. — Gęsi, stadami się trzymają dla pierza; co do mięsa, to nie jest bardzo dobrem; jednak wątróbki są nader smaczne, a smalec wielce w kuchni potrzebny. — Dla tego każesz kilka odosobnić na tuczenie, zamykając je w miejscu ciemnem. Pora najlepsza jest od Listopada do Stycznia. Nie trudny sposób: daje im się podostatkiem owsa z mlekiem, w dużem naczyniu. Będąc bardzo żarłoczne, jedzą chciwie przez 20 lub 25 dni; a gdy już dobrze się upasą, trzeba je wszystkie razem pobić kazać, inaczej tęsknota je porywa, i mizernieją widocznie. — Półgęski są też dobre, ale trzeba,
aby gęś była niezmiernie tłustą, inaczej mięso jest łykowate i twarde, niewarte zachodu i pracy. Półgęski dobrze urządzone, winny bydź nieledwie jak masło miękkie.
Pierze i puch odbierać każesz i chować wraz z pierzami od kaczek; skubać gęsi trzeba, gdy są ieszcze ciepłe, pierze wtedy są jędrniejsze i lepsze; niektórzy je żywcem skubać każą, ale to jest nieludzkość, której się dopuszczać nie godzi.
CHLEW I PASIENIE WIEPRZY.
Chlewu budowa winna bydź prosta, dla jednej świni lub wieprza, ma on bydź na 6 stóp głęboki, 4 1/2 szeroki n 5 wysoki. Na środku postawi się drzewo do ocierania to jest: belka dębowa na 4 cale w kwadrat gruba, wstawiona tak, aby ją wieprz nie poruszył, gdy się o nię ocierać będzie. Ziemia musi bydź gładko i dobrze ubita, wilgoć równie jak zbytnie gorąco, szkodzi tym zwierzętom. Na wierzchu drzwi będzie otwór, o stopę duży. W głębi chlewu koryto na jadło; drugie przy wnijściu na napój. Sądzę, że przy domu nie więcej jak jednego wieprza chować każesz. Gdybyś dwa mieć chciała, nietrzebaby ich razem wstawiać, ale o pół roku różnicy. Naprzykład w Marcu i Październiku, nie trzeba też czekać, jeżeli chcesz korzystać z mięsa, aby się doskonale dopasł, wtedy słonina tylko do szpikowania służy. Wieprz roczniak na pół upasiony jest smaczniejszy i trzeba go przenosić nad inne. Aby go do tego doprowadzić stopnia, dość 6 tygodni, najwięcej 2 miesięcy. Październik jest porą najzdatniejszą do poczęcia karmu, tak dla chłodu, jak dla mnogości różnych warzyw, legumin i owoców, o które wtedy najłatwiej. Wybrać każesz na folwarku wieprza dziesięciomiesięcznego, ze świecącą szczeciną, uszami opa-
dającemi, długim kształtem, skórą czerwoną i gładką. — Każesz nanieść do chlewa dużo świeżej słomy, ta co wieczór odmienioną bydź musi. — Chlew zaś co tydzień starannie będzie czyszczony i wymiatany zupełnie. —
Przez dwa pierwsze tygodnie da mu się garniec otrąb w dwóch garncach wody lub serwatki rozpuszczonych; do koryta napoju naleje się pomyj kuchennych, a przez dzień różnych obierzyn z jarzyn, korzonków, liści, opadłych owoców, w proporcyi dziesięciu do piętnastu funtów dawać się będzie. Napój i jadło gotowane dają się letnio, nic bardziej nad to nie przyczynia się do upaszenia wieprza.
Przez drugie dwa tygodnie dostanie on rano i wieczór, gotowanej osypki z jęczmienia, w ilości 8 funtów w dwóch garncach wody, — legumin, obierzyn, opadłych owoców dodawać mu się będzie w ilości 15 funtów, — zmieniając je, aby zaostrzać ochotę do jadła. —
W piątym tygodniu powiększy się porcya osypki do dziesięciu funtów jęczmienia, a we dnie da mu się, jeżeli jest sposobność, żołędzi dwanaście funtów. — Jeżeli nie, to jak poprzednio, ale w większej ilości. — Zołądź niezmiernie tuczy i dobrzeby ją ciągle dawać aż do zupełnego upaszenia. — Gdyby chęć do jad Ja ustawała, trzebaby przyspieszyć zabicie zwierzęcia, aby nie schudło. —
Jakem już wzmiankę uczyniła, pokarm, który tu wyznaczam, musi się naturalnie stosować do miejscowej możnosci. — To tylko dodaję, iż tłustych karmów wystrzegać się trzeba, bo te smak słoniny psują. Wieprze lubią także bób, mąka z tegoż bardzo je pasie. Najlepszy karm jest: jęczmień mielony i w ziarnie, otręby, gotowana kukurydza, bulwy gotowane ziemniaki, ale w niewielkiej ilości, marchew, rzepa, różne owoce, żołądź, groch, fasole, bob gotowany, serwatka i pomyje.
KRÓLIKARNIA I CHODOWANIE KRÓLIKÓW.
Wprawdzie niejest królik wyśmienitym jadłem i zachody około królikami są mozolne i kosztowne; ale nie wszyscy mają jedne gusta. Może twoim będzie, jeść te zwierzęta, nadmienię ci więc cośkolwiek o ich wychowaniu.
Ród królika jest niezmiernie płodny. — Samica przez trzydzieści lub trzydzieści jeden dni, nosi swe małe, a po trzech tygodniach już znowu na nowe zabierać się może, sześć więc razy do roku młodych spodziewać się podobna. — Za każdą razą po sześć zwykle ma matka — co razem do 36 czyni po każdej. — Podług tego wyrachowania zdaje się, ie 2 samice a jednego samca dośćby ci było. — Jednak opiszę królikarnia dla czterech.
Nie dam ci tu opisu królikami pod ziemią umyślnie kopanej i murem opasanej i t. p. Dość ci będzie mieć izdebkę z ceglaną podłogą na jednej stronie, w której każesz zrobić także z cegieł cztery komórki na 18 cali w kwadrat, z otworem na froncie. W tych komorkach trzeba dać deskę na trzy cale od podłogi odległą z dziurkami, aby nieczystości pod nią opadały, nałoży się też słomy, którą podług potrzeby się odnowi. Wilgoć jest zupełnie przeciwną, nietylko powodzeniu dobremu królików, ale nawet szkodliwą dobroci ich mięsa, wszelkiego więc trzeba dołożyć starania, aby te zwierzęta od niej bronić i utrzymywać je sucho i schludnie. Dla dopięcia tego celu musi bydź podłoga tak ułożona w izdebce, aby z pochowu szła do środka, gdzie mała rynewka się urządza naprzeciwko drzwi, pod które odpływają nieczystości, a ztamtąd do ogólnego ścieku podworza.
Przy murze przeciwnym komorkom ustanowi się mała drabinka o sześć cali wysokości; trzeba, aby była zrobio-